niedziela, 19 czerwca 2011

Kisielowa budka czyli zakładam lodziarnię.

Moje pierwsze lody domowej roboty.
Strzeżcie się, Lenkiewicze! :-) 
Moja miłość do lodów to powszechnienie znany fakt. Ilekroć leciałam do NYC domagałam się od Roberta powitalnego kubełka Ben&Jerry's New York Super Fudge Chunk, którego on nigdy nie miał na lotnisku, pewnie dlatego nam nie wyszło ;-) Wiem, nazwa skandalicznie długa, ale jak inaczej opisać megaczekoladowe lody z kawałkami białej i ciemnej czekolady, migdałami w czekoladzie i orzechami macadamia? Wyobraź sobie moją rozpacz, kiedy wracałam do Polski. Nie dość, że chłop zostawał na drugiej stronie Kałuży to jeszcze w sklepie nie było najlepszego pocieszyciela. Owszem, można dostać u nas Haagen Dazs, ale ja ich nie lubię. Są... zwykłe. Bez odjechanych kombinacji smakowych np. truskawkowy sernik albo key lime pie, no i kosztują u nas niebagatelne sumy. Wiem, wiem, są naturalne, tylko 5 składników, bla, bla PR. Wiesz co? Moje też są naturalne, tylko 8 składników. PR niepotrzebny. Wystarczy raz spróbować. Właśnie zjadłam je zamiast śniadania. Ale nie mogłam dłużej czekać-- śniły mi się całą noc na zmianę z no nieważne z kim. Szczęśliwcy, których misa od maszynki do lodów mieści się w zamrażarce, mogą je mieć gotowe w pół godziny, nie licząc 12 godzin mrożenia pustej misy. Ekstatycznie uradowana zakupiłam w piątek maszynkę do lodów. Jest piękna, różowa, niedroga. I co? I oczywiście nie mieści się do starej, brzydkiej i małej zamrażarki w moim mieszkaniu. Więc na profesjonalnie przygotowane lody, takie od A do Zamrożenia będę musiała poczekać: a) do zimy, kiedy będę mogła zamrażać misę na parapecie; b) do momentu zaopatrzenia się w osobną zamrażarkę/ większą lodówkę. Jeśli ktoś ma informację o uroczej zamrażarce/dużej lodówce poszukującej nowego domu i troskliwej opiekunki-- proszę dać znać. Gwarantuję prawo do odwiedzin :) A jak nie masz maszynki, albo jesteś w podobnej sytuacji do mojej, potrwa to trochę dłużej, ale warto. 

Piekielnie czekoladowe lody
1 szkl mleka
3 żółtka
3/4 szkl drobnego cukru
2 łyżki kakao
1/4 łyżeczki soli
50 g gorzkiej czekolady
500 ml kremówki (wersja dietetyczna i mniej kremowa: 1 szkl mleka, 1 szkl kremówki)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Gotowy custard.
Zacznij od przygotowania sosu (coś jak czekoladowy creme anglaise), który jest bazą lodów, ale może też posłużyć jako sos do brownies i innych ciast, albo jako czekoladowy dip do herbatników. Jest przepyszny. Wystarczą dwie łyżki i zapominasz o wszystkich problemach. Naprawdę nie dziwę się, że większość kobiet podejmuje najtrudniejsze decyzje nad kubełkiem lodów. Czymże jest złamane serce skoro możesz je posklejać czymś tak obłędnie dobrym?! Ok, odleciałam za daleko od głównego tematu. Custard: zagotuj mleko, cukier, kakao i sól. W międzyczasie delikatnie ubij żółtka. Gdy mleko będzie gorące, dodaj 1/4 szkl do ubitych jajek i mieszaj jak szalona, by nie zrobiła się jajecznica. Następnie całość przelej do pozostałego mleka i gotuj na małym ogniu, cały czas mieszając, dopóki sos nie zacznie gęstnieć. No właśnie, chodzi o konsystencję sosu, nie kremu, więc 7 minut spokojnie wystarczy. Pod koniec dodaj pokruszoną czekoladę i mieszaj do jej zupełnego rozpuszczenia. Czekoladowy aromat, który wypełni mieszkanie, sprawi, że poczujesz się jak Juliet Binoche w "Czekoladzie" albo i lepiej. Jak już skonczysz fantazjować o Johnnym Deppie, albo innym "Dzikim" (Marlon! Marlon! Marlon!) schłódź sos. Najlepiej wstaw garnek do miski z zimną wodą i energicznie mieszaj, dopóki nie wystygnie. Następnie wstaw go do lodówki na godzinę. I tutaj zaczyna się etap z maszyną. Do zamrożonej misy wlej sos, dodaj kremówkę i wanilię i ustaw minutnik na pół godziny. Po tym czasie uzyskasz niezwykle kremowe, ciemne i diablo dobre lody. A jak nie masz maszynki, to miksujesz wszystko 10 minut, przelewasz do pojemnika, wstawiasz do zamrażarki na 3 godziny, potem wyjmujesz i znowu miksujesz. I tak 4 razy. (Oczywiście, jest to liczba idealna, ja zrobiłam tylko dwa, potem poszłam spać. W rezultacie mam malutkie kryształki lodu, trochę jak w sorbecie, ale to nie przeszkadza. Lepsze lody będą zimą!)
Za tydzień jadę do rodziców. Zabieram moją różową maszynę i będę robić lody. Jeśli uda mi się dostać macadamie i migdały w czekoladzie to dodam do nich jeszcze chałwę i białą czekoladę i całość opatentuję pod nazwą Kisiel&Kisiel "Kwidzyn Super-duper Nuts."

Moja różowa maszyna.

I lojalnie ostrzegam- wątroba może odmówić posłuszeństwa po 4 gałkach, ale trudno. Wątroba to w ogóle nudny i kapryśny organ, który zawsze chce popsuć zabawę :-)

3 komentarze:

  1. maszynkowy psikus! ale jest piękna! zachwycający ten róż i te lody!:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pink is the best ;) Trzymam kciuki za opatentowanie wytwórstwa lodowego - nazwa bombowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna, cudna! ta maszyna różowa :)

    OdpowiedzUsuń