Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 czerwca 2011

W pogoni za szparagiem

Przyznaję się bez bicia- zjadłam podwójną porcję sałatki. Ale nie mogłam się oprzeć szparagom.

Druga część Dziennika Bridget Jones nosiła podtytuł „W pogoni za rozumem.” W tej kwestii dawno dałam za wygraną. Historia ze szparagami jest zupełnie inna. Do niedawna w ogóle nie wiedziałam co to za smak. Dwa lata temu z otwartymi ustami obserwowałam jak Robert wyczarowywał kolację (swoją drogą, chyba nie ma nic bardziej seksownego od gotującego faceta). A kilka chwil później na moim talerzu wylądowały celofanowe kluski z podsmażanymi szparagami, minikukurydzą i czymś tam jeszcze. Szparagi uwiodły mnie w równym stopniu co mój ówczesny chłopak (czyli bardzo :). Pychota. Tylko dlaczego, ja się pytam, można je kupić tylko przez miesiąc? Skoro pomarańcze i pomidory są cały rok, to ja poproszę o szparagi z importu przez cały rok, o! Ale póki co cieszę się, że mam je pod ręką. A wczorajsze poszukiwania utwierdziły mnie w przekonaniu, że Grochów to moje miejsce na świecie, przynajmniej na teraz, dopóki nie wrócę do NYC :) Dlaczego? No bo gdzie indziej dostanę maliny za 5 zł? Antrykot za 16 i dwa pęczki szparagów za 15? Pierwotnie miały kosztować 20, ale obudził się we mnie negocjator. 5 minut i dostałabym je za darmo. Albo dostałabym po głowie :) Maliny zjadłam zanim dotarłam do domu (ach, te światła na Wiatracznej!), szparagi zapakowałam do gara, bo wczoraj przeglądałam blog "Matki Polki w angielskiej kuchni" i zainspirował mnie ten przepis. Trochę zmodyfikowałam, zrobiłam i przeżyłam tak niezwykłą rozkosz jedząc kolację, że powinno się ocenzurować to danie.

Sałatka ze szparagami i jajkiem

przepis na 2 porcje

1 pęczek szparagów
garść fasolki szparagowej
4 małe młode ziemniaki
2 jajka
75 g wędzonego łososia

Sos
2 łyżki jogurtu
1 łyżka majonezu
posiekany koperek
pieprz, odrobina soli

Sałatka robi się dość długo, bo wszystko trzeba ugotować. Dlatego zacznij od wstawienia wody w 4 garnkach. Młode ziemniaki obierz lub dokładnie oskrob druciakiem i ugotuj. Szparagom odłam końcówki i wrzuć do lekko osolonego i posłodzonego wrzątku. Gotuj 3 minuty. Tak samo z fasolką. Ja lubię gdy warzywa są lekko chrupiące, więc hartuje je potem zimną wodą.  Jajka ugotuj na twardo. Łososia wrzuć na chwilę na gorącą patelnię grillową. Ugotowane ziemniaki i jajka pokrój w ćwiartki. Łososia podziel na małe kawałki. Wszystko wymieszaj i podawaj z koperkowym sosem, tylko uważaj z solą, łatwo przesadzić.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Sałatka Taormina i MG EAT


Sałatka Taormina w/g pomysłu Magdy Gessler.
 Słowo się rzekło, recenzja na blogu. W piątek odwiedziłam nową restaurację Magdy Gessler. W zasadzie, to nawet nie wiem, czy można to nazwać restauracją. Byłabym raczej za określeniem kafeteria. No bo: samoobsługa, umiarkowane kolejki, a w menu sałatki,  kanapki i zupy. To trochę za mało na "prawdziwą" restaurację, prawda? 
Wspomniany lokal zastąpił kawiarnię "Pod kaktusami" na Chmielnej. Lokalizacja bardzo dobra, ogródek na zewnątrz zatłoczony. W środku w miarę pusto i chłodno-- zdecydowanie zbyt ostra klima, jak na mój gust. Wnętrze ładne, spokojne. Jasne ściany, kolorowe krzesła, całość jak w każdym innym barze sałatkowym. W założeniu miał być slow-food. I co najmniej jedna rzecz jest slow- obsługa. Nie dość, że kolejka, to jeszcze nieogarnięty kucharz od sałatek spacerował sobie w te i wewte, a ilość karteczek z zamówieniami na sałatki rosła. Podoba mi się opcja combo. Np. mała sałatka i pół kanapki 16,90. Duża zupa i pół kanapki- 19,90, etc. Zamówiłam dużą sałatkę i pół kanapki. Bułkę z szparagami, szynką, serem i czymś tam jeszcze dostałam od ręki, podobnie jak piwo z kija. Niestety na sałatki trzeba było czekać. Kanapka smaczna, chociaż bez rewelacji. Mieta zdecydowała się na zupę pomidorową. Kremowa, dobrze doprawiona, zyskała naszą aprobatę. Kiedy już doczekałyśmy się naszych sałatek, nastąpiło rozczarowanie. Dużą sałatą nie sposób się najeść, zwłaszcza jeśli jak Mieta wybrało się "Londyńską" w skład której wchodziło dużo sałaty, jedno jajko, kilka plastrów boczku. Dodatków bardzo mało, porcje niewielkie, największą zaletą są dressingi. Jest ich dużo, a dwa których spróbowałyśmy były dobre. Moja sałata Taormina (nazwa pochodzi od sycylijskiego miasteczka), również nie powalała obfitością składników. Bazą był makaron. Dodatki to szynka, czarne oliwki, suszone pomidory i rukola (a raczej 4 listki). W połączeniu z kanapką zaspokajało pierwszy głód, ale zdecydowanie nie był to najlepszy późny lunch w moim życiu. Dodam jeszcze, że Mieta dostała brudne sztućce.  Nie spróbowałam smoothies i mrożonego joguru, ale nie żałuję, bo potem były lody u Bliklego (lawenda z rozmarynem, gorzzzzka czekolada i karmel z solą). I na tym zakończę chyba swoją ocenę. Reasumując: w Magdzie Gessler najbardziej lubię jej zamaszysty podpis i burzę blond loków. Reszta, jest niestety przeciętna, bynajmniej nie rewolucyjna. 
Ale żeby oddać sprawiedliwość- Taorminę zrobiłam na drugi dzień w domu. Nie dość, że smaczna, to jeszcze było jej 4 razy więcej niż w MG EAT. To się nazywa szybki lunch. Gotowy w 10 minut, zapakowany w pudełko i zjedzony w pracy.


Sałatka Taormina w/g pomysłu Magdy Gessler
przepis na 1 dużą porcję
1 szkl suchego makaronu
1 garść rukoli lub mieszanki sałat
15 czarnych oliwek
5 plasterków szynki konserwowej
5 suszonych pomidorów

włoski dressing: 
1 łyżka posiekanej świeżej bazylii
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanego oregano
1 łyżka octu winnego
3 łyżki oliwy (najlepiej tej od suszonych pomidorów)
sól, pieprz

Makaron ugotuj al dente i zahartuj zimną wodą. Oliwki, szynkę i pomidory posiekaj, wymieszaj z sałatą i makaronem. Posiekane zioła wrzuć do blendera, dodaj ocet i miksuj na gładką masę dodając stopniowo oliwę. Na koniec dopraw solą i pieprzem. Muszę przyznać, że ostatnio bardzo mi smakują sałatki makaronowe. Nie muszę już wsuwać do nich żadnego pieczywa, a pełnoziarnisty makaron sprawia, że całość jest całkiem dietetyczna a jednocześnie sycąca. No i jeszcze jedno wyznanie: pozwoliłam sobie zakosić ulotkę z menu, więc w niedalekiej przyszłości wypróbuję inne propozycje MG. Teraz mam na oku "Królową Elę", czy jakoś tak, czyli sałatę z rostbefem. Wołowina radośnie marynuje się w oleju sezamowym i przyprawach. Myślę, ze dzisiaj wieczorem będzie gotowa- tylko potrzebuję jakieś ciekawe dodatki.  Oczywiście pod warunkiem, że nie wybiorę się na imprezę z okazji 160 urodzin Wedla. Sama nie wiem co mam zrobić z tym fantem. Z jednej strony- dobrze byłoby pójść. Ale z drugiej- wieczorem w "La Playa" będzie pewnie zimno jak cholera, bo klub jest nad samą Wisłą, a na dodatek cały dzień lało więc mokry piasek jak nic będzie się kleił do butów. No i musiałabym iść sama, bo red. Kopczyńska skapitulowała. Iść albo nie iść, oto jest pytanie.

niedziela, 12 czerwca 2011

Chrupiąca orientalna sałatka

Drugie zdjęcie zrobione lustrzanką. To chyba nie jest sport dla mnie :-)

Wyprawa do Ikei była testem cierpliwości, który zdałam nad wyraz dobrze. Co pozwala mi tak sądzić? No chociażby fakt, że kasjerka, która obsługiwała kasę do której stałam, nie bardzo radziła sobie z wypełnianiem obowiązków, a mimo to nadal żyje. Bardzo brzydkie przekleństwa cisnęły mi się na usta. Jestem córką swojego ojca i cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Na kolejki reaguję alergicznie i gdyby nie fakt, że droga do Ikei trwała godzinę, pewnie zostawiłabym moją wypchaną po brzegi żółtą torbę i wyszła. Ale wok i patelnia grillowa zerkały na mnie takim smutnym wzrokiem, że nie mogłam ich tam zostawić samych. O miskach, półmiskach i pojemniczkach nie wspominając. Więc zebrałam się w sobie, uśmiechnęłam szeroko i poszłam do następnej kasy. I myślicie, że tu nastąpił happy end? Nic bardziej mylnego. Jak tylko zmieniłam kolejkę, Pani Nieogarnięta się ogarnęła i zaczęła obsługiwać w tempie Mach 69, a ja stałam na końcu innej kolejki. Dobrze wiedzieć, że pewne prawa nigdy nie zawodzą. Chociażby prawo Murphy'ego. Grunt, że dotarłam do domu w jednym kawałku (chociaż niebieska ikeowa torba bardzo chciała odciąć mi dopływ krwi do prawego ramienia i uczynić Jednoręką Bandytką) i od tego czasu co chwila mogę zerkać na moje nabytki. A patelnię musiałam od razu wypróbować. Może nie była to spektakularna próba generalna, bo przeprowadzona z użyciem garstki pieczarek, ale przecież pierwsze razy rzadko kiedy są spektakularne. A ten był udany i nie pozostawił żadnej traumy, więc uważam go za sukces. 
Pieczarki to jeden z elementów orientalnej sałatki inspirowanej przepisem Nigelli (Nigella Ekspresowo). Jest bardzo świeża i sycąca. Kapusta pekińska jest miłą odmianą dla sałat, a słodko-kwaśny dressing z orzechową nutą stał się moim nowym faworytem w swojej klasie.

Chrupiąca sałatka z sezamowym dressingiem
przepis na 4 porcje

150g kapusty pekińskiej
150g fasolki szparagowej
1/2 brokuła
1/2 słoika mini-kukurydzy w kolbach
10 pieczarek
100g kiełków słonecznika

Dressing sezamowy
2 łyżki octu ryżowego
2 łyżki oleju
1 łyżka miodu
1 łyżka oleju sezamowego
1/2 łyżeczki sosu rybnego
1/2 łyżeczki soli

Zacznij od wymieszania składników sosu. Odstaw go do lodówki na kwadrans. Fasolkę pokrój na pół, brokuła podziel na różyczki. Pieczarki pokrojone w plasterki grilluj kilka minut na suchej patelni. Kukurydzę, fasolę i brokuła wrzuć do wrzątku i gotuj 4 minuty. Wszystko ma być lekko twardawe. Jeśli sceptycznie podchodzisz do idei surowej fasolki-- spróbuj się przemóc, bo jest wyśmienita! Odcedź warzywa i przelej zimną wodą. Kapustę pekińską drobno posiekaj. W dużej misce wymieszaj wszystkie warzywa, kiełki i pieczarki. Polej sosem i podawaj schłodzoną.

sobota, 11 czerwca 2011

Sałatka szefa kuchni, a raczej szefowej kuchenki :-)



Jak dobrze, że ten tydzień już się kończy. Dzisiejsze 7 godzin snu uważam za sukces. Planuję go powtórzyć jutro. Póki co, trzeba trochę ograniczyć intensywność socjalizacji-- zaczynało mi się rzucać na mózg i inne organy. Więc dzisiaj lajtowo i regeneracyjnie wybieram się do Ikei po nowy wok i kilka innych drobiazgów. Wyprawa będzie epicka, bowiem ul Targowa nadal jest zamknięta dla tramwajów i trzeba się przez nią przedzierać autobusem/ pieszo.

Nastały czasy sałatek. Tydzień zieleniny zainaugurowała wczoraj sałatka szefa kuchni. A raczej wariacja na temat. Zamiast szynki była wołowina, zamiast jajek- awokado i było chyba lepiej niż zazwyczaj. A wszystko dzięki krwistej, soczystej, lekko przypieczonej wołowinie. Sama się dziwię, jak ja wytrzymałam te trzy lata jako wegetarianka, skoro najbardziej w kuchni kręci mnie zapach krwi ze steku? Jestem zwierzęciem mięsożernym nie będę tego ukrywać :-) I jeszcze jedno- z radością sięgam po gotowe mieszanki sałat. Są umyte, pokrojone i pozwalają na przygotowanie kolacji w 10 minut. Oczywiście zwolennicy ręcznego rwania listków będą to robić po swojemu.

Sałatka szefowej*
przepis na 2 porcje

200g antrykotu wołowego (czyli niewielki kotlet grubości 1,5 cm)
ulubione przyprawy do steku (u mnie, oczywiście Adobo)
1 awokado
1/2 opakowania mieszanki sałat
1/2 puszki kukurydzy
50g tartego cheddara (kupiłam wczoraj w moim osiedlowym sklepie, prawdziwy Cheddar i nawet nie zbankrutowałam!)
1 łyżka czerwonego octu winnego
2 łyżki musztardy
3 łyżki oliwy z oliwek
sól

Antrykot skrop oliwą i natrzyj przyprawami. Zanim wrzucisz mięso na patelnię, najlepiej grillową, upewnij się, że ma temperaturę pokojową. W przeciwnym razie nie będzie równomiernie wysmażone. Jeśli lubisz krwiste mięsiwo, smaż wołowinę na wolnym ogniu, po 3 minuty z obu stron. (Kiedy na powierzchni kotleta zaczną się pojawiać krople krwi, przełóż go na drugą stronę.) Stek pokrój na cienkie paski. W misce wymieszaj sałaty, kawałki awokado i kukurydzę. Z octu, musztardy, oliwy i soli przygotuj dressing. Dodaj mięso i tarty ser. Całość polej sosem i zjedz póki mięso jest ciepłe, rozkoszując się każdą kroplą mięsnego, czerwonawego sosu.

*jak ja nieznoszę tego słowa! 'Szefowo' i 'Kierowniczko' doprowadzają mnie do szewskiej pasji.

czwartek, 9 czerwca 2011

Meksykańskie suflety co miały być kotletami.

Wczorajszy przyjazd Miety był pretekstem to zabawienia się w kuchni. Niestety nie miałam czasu nic upiec, co bardzo zawiodło Młodą Lekarkę. Poprzednim razem, faktycznie, mój serwis kulinarny był lepszy. No ale cóż na to poradzić, skoro w ciągu 2 godzin musiałam usunąć zniszczenia wojenne w pokoju, ogarnąć mocno nieogarnialną kuchnię i jeszcze doprowadzić łazienkę do stanu używalności. Wobec takich wyzwań kolacja musiała być prosta. A wiadomo, zapiekanki i inne takie, robią się same. Wcześniej, w pracy, wyszperałam książeczkę pt. "Kuchnia meksykańska" (chyba seria dodawana do Rzepy, ale nie mam pewności) i bardzo spodobały mi się kukurydziane kotleciki z krabem. Szybkie w przygotowaniu, oryginalne w smaku. Bingo! A że sezon truskawkowy otworzył się na dobre, musiałam zrobić truskawkową sałatę z mozzarellą. 

Meksykańskie sufleciki kukurydziane
przepis na 3 porcje

2 duże ziemniaki (ok 600g)
1 puszka kukurydzy
200g krewetek (mogą być koktajlowe, bo i tak trzeba je posiekać)
1 puszka mięsa krabowego (ok 170g)
1/2 cebuli
1/3 szkl posiekanej kolendry
2 łyżki słodkiego sosu chili
1 jajko
szczypta kuminu
sól i pieprz

Ziemniaki ugotuj, przetrzyj na gładkie pure i ostudź. Krewetki sparz (jeśli nie były wcześniej gotowane) i drobniutko posiekaj. To samo zrób z cebulą (tzn. posiekaj, nie musisz jej zalewać wrzątkiem). Mięso kraba odsącz i wymieszaj z ziemniakami, kukurydzą, krewetkami i cebulą. Masa powinna być w miarę gładka, więc możesz ją potraktować blenderem. Na koniec dodaj jajko wymieszane z sosem chili, sól, pieprz i kumin. W oryginale, sufleciki miały być kotletami, ale głodna Mieta stała nade mną, więc nie było czasu na formowanie kulek. Masę załadowałam do kokilków i wstawiłam do piekarnika. 180 stopni/ 20 minut. 

Sałatka z truskawkami i mozzarellą
przepis na 3 porcje
1 główka sałaty, najlepiej rzymskiej
250 g truskawek
150g mozzarelli
oliwa z oliwek
ocet balsamiczny
tymianek
świeża mięta


Sałatę porwij/pokrój. Umyte truskawki bez szypułek pokrój w ćwiartki. Wymieszaj sałatę, mozzarellę, posiekaną miętę i truskawki. Z oliwy, octu i tymianku przygotuj sos. Sałatkę zalej sosem na kwadrans przed podaniem i wstaw do lodówki. Połączenie truskawek, octu i sera jest genialne! Słodko-kwaśne, świeże i konkretne. O dziwo, świetnie komponuje się z kukurydzianą zapiekanką. (Natalia nie może tego potwierdzić, bo nieopatrznie powiedziałam jej, że na kolację będą owoce morza. Reaguje na nie jak ja na świeże pomidory- gwałtownym sprzeciwem.)

PS. Pierwsze zdjęcia Nataliowym aparatem. Mój czeka na naprawę, w przyszłym tygodniu. No chyba, ze w międzyczasie przyswoję sobie wiedzę z kilkuset stronicowej instrukcji obsługi D90 i zostanę mistrzem fotografii. Tjaaa :-)

piątek, 20 maja 2011

Sałatka z makaronem, grillowy klasyk.

macaroni salad
Przepraszam, że u mnie tak monotematycznie, ale mam fazę na makaron. Chciałabym mieć fazę na grilla, ale nie posiadam ani ogrodu, ani grilla, ani nawet patelni grillowej. Do zakupu tej ostatniej przymierzam się od pewnego czasu, ale z niewiadomych przyczyn z tych przymiarek nie powstaje kreacja. A to za duża, a to za szeroko rozstawione rowki, a to plastikowa rączka. Ale podobnie jak Reni Jusis wierzę, że kiedyś cię znajdę. Patelnia, idealny facet, torebka, każda z nas czegoś szuka. (Wczoraj znalazłam idealną torebkę. Zakupiłam bez wahania.) A zanim w mojej kuchni zagości nowa patelnia będę pałaszować samą sałatkę. Idealne połączenie dwóch obiadowych dodatków: makaronu i warzyw z odrobiną majonezu i musztardy. Co może być lepszego? Chyba tylko jedzenie jej podczas pikniku. Ja pałaszowałam dzisiaj w pracy, niestety nie na dworze. Tradycyjna amerykańska wersja przewiduje jajka i cebulę. Ale ponieważ moja sałatka była robiona z myślą o konsumpcji w redakcyjnej kuchni postanowiłam darować koleżankom redaktorkom nie najprzyjemniejszy zapach gotowanych jaj i cebulowy aromat.

Warzywna sałatka z makaronem 
przepis na 4 porcje

200 g drobnego makaronu (wybrałam 'uszka', zaczyna się ze mnie robić poszukiwacz dziwnych makaronów, jak Nigella)
4 łodygi selera naciowego
1 duża papryka
1 puszka kukurydzy
1 ogórek
4 łyżki majonezu
2 łyżeczki musztardy 
sok z połowy cytryny
świeża kolendra
mieszanka ziół toskańskich (albo trochę tymianku, oregano i czosnku)
sól, pieprz

Ugotowany makaron ostudź. Seler i paprykę pokrój w małą kostkę. Ogórka pokrój w półkrążki. Przygotuj sos: majonez wymieszaj z musztardą, sokiem z cytryny i przyprawami. W dużej misce wymieszaj makaron z warzywami i połącz z sosem. Posyp posiekaną kolendrą i pałaszuj z kawałem krwistej wołowiny :-) Albo bez.

środa, 30 marca 2011

Cytrynowe piersi z kurczaka


Wczorajszy dzień obfitował w wydarzenia i alkohol. Dzisiejszy obfitował w bóle głowy i zieleninę. Poznańskie dziewczęta przyjechały, skradły moje serce i wątrobę (medyk, kurka) i pojechały. No to na pocieszenie zrobiłam sobie dzisiaj cytrynowe piersi z kurczaka, sałatkę z avocado i młode ziemniaczki. O! Cytrynowy kurczak w/g przepisu Iny Garten (zaczynam ją coraz bardziej lubić, nie tylko dlatego, ze jest z East Hampton) jest błyskawiczny w przygotowaniu i nadaje się jako danie główne albo dodatek do sałatki. Bardzo dobry na ciepło, fajny na zimno.

Cytrynowe piersi z kurczaka
2 piersi z kurczaka (ok 500 g)
5 ząbków czosnku
4 łyżki oliwy z oliwek
4 łyżki białego wina (ja dałam wermut)
skórka otarta z 1 cytryny
sok z połowy cytryny
2 łyżeczki tymianku
1 łyżeczka oregano
sól i pieprz
świeża mięta

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni. Potrzebna będzie forma albo brytfanna, którą można potem wstawić do piekarnika. Na małym ogniu rozgrzej oliwę. Dodaj wyciśnięty czosnek i smaż ok 2 minut. Czosnek nie może zbrązowieć! Potem zdejmij garnek z ognia, dodaj wino, sok i skórkę z cytryny, tymianek, oregano, sól i pieprz. Wymieszaj sos i dodaj całe, umyte i osuszone piersi z kurczaka (ja miałam filety, ale takie ze skórą też są ok; wówczas ułóż je skórą do góry). Na kurczaku ułóż pokrojoną w ćwiartki cytrynę (ta niewyciśnięta połówka) i gałązkę mięty. Podlej je z góry sosem i piecz pod przykryciem przez 25 minut.
Podawaj na ciepło z powstałym sosem. Możesz też wykorzystać go jako dressing do sałaty. Ja tak zrobiłam.

Szybka sałata z awokado
3 garście ulubionej sałaty (ja wybrałam miks)
1 dojrzałe awokado
1 kulka mozzarelli
pomidorki koktajlowe (jak ktoś lubi, ja niekoniecznie)
sos z cytrynowego kurczaka, albo dressing musztardowo- miodowy z cytryną i rozmarynem

Mozzarellę pokroiłam na małe kawałki, awokado wydrążyłam i rozdrobniłam, pomidorki pokrój na pół. Wszystko wymieszać, podlać sosem. I już!

czwartek, 10 marca 2011

Roszponka rocks!

Idealna porcja na 2 osoby.


Lubicie dodawać owoce do potraw, które nie są deserami? Kaczka w pomarańczach, schab ze śliwką i takie tam. Ja nie jestem ogromną entuzjastką, ale po raz kolejny przekonałam się, że zakładanie z góry, że czegoś nie lubię, jest głupie. Kto wie, może kiedyś przekonam się do surowych pomidorów? Ale dziś nie o pomidorach, a o gruszkach będzie. Są dostępne cały rok i genialnie sprawdzają się w sałatce z roszponką i serem pleśniowym. Najlepiej, żeby były dość miękkie. Jeśli są twarde jak kamień, odłóż je na kilka dni na parapet- będą miękkie i soczyste. To samo robię z avocado (konia z rzędem temu, kto w Polsce kupuje miękkie i dojrzałe avocado, którego nie trzeba oddzielać od pestki przy użyciu dłuta). Taka samotna miękka gruszka leżała na moim parapecie. A potem dołączyła do niej francuska roszponka kupiona na grochowskim targu za uwaga... 1PLN! Oczom własnym  nie wierzyłam. Zazwyczaj, żeby kupić roszponkę, muszę albo jechać do Lidla i mieć nadzieję, ze będzie, albo wydać fortunę na sałatę z Uniwersamu Grochów (uroki mieszkania w stolicy). Jak zobaczyłam roszponkę na targu--musiałam ją mieć. A stąd już tylko krok do sałatki.

Miodowy sos sałatkowy
5 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki płynnego miodu
4 łyżeczki octu winnego (albo innego)
2 łyżeczki musztardy (najzwyklejszej, drobnej, sarepskiej)
Wszystko wymieszać. Można zmieniać proporcje, w zależności od upodobań (bardziej słodkie, pikantne, etc).

Najprostsza sałatka z roszponką
1 opakowanie roszponki (ok 150g)
1 dojrzała gruszka
125 g sera pleśniowego (raczej camembert- najlepszy jest francuski w Lidlu!)

Gruszkę obierz, przekrój na pół, wydrąż i pokrój na dość cienkie plasterki (chyba, że lubisz chrupać). Camembert pokrój na plasterki, te najdłuższe możesz przekroić na pół. Roszponka teoretycznie jest myta, ale na wszelki wypadek opłucz ją- w rozetkach często pałętają się kamyki i inne takie. Wszystko ułóż na półmisku albo w misce z szerokim dnem (ładniej wygląda). Polej sosem i jedz z gorącymi grzankami z masłem.

Idealne na lekką kolację albo na lunch, albo jak masz ochotę na coś obłędnie dobrego.